Wiadomości
Właśnie pierwszy raz byłem w Chicago ‒ trzecim co do wielkości mieście USA i największej „polskiej” aglomeracji: ma w niej mieszkać 2 miliony Polaków, z czego połowa z nich mówi po polsku. Po drodze z Polski do Waszyngtonu miałem raptem kilkanaście godzin, żeby dotknąć to miasto kontrastów. Bo z jednej strony to właśnie tutaj, o czym mało kto wie, jest największy zbiór malarzy impresjonistów poza Luwrem, a z drugiej to obszar olbrzymiej przestępczości. Codziennie ginie tu po kilka osób, czasem więcej. Głównie to efekt porachunków między rywalizującymi gangami. Policja ponoć przymyka na to oczy, bo gangsterzy wybijają się nawzajem, więc chicagowskie gliny mają więcej czasu, żeby zająć się ochroną obywateli.