Wiadomości
Budzi się Donald spocony. Straszne to było, okropne. Oto sen mara go dopadł. A zaczęło się nawet przyjemnie. Siedzi sobie dostojnik europejski, w tle londyński Big Ben, giczoły moczy w Tamizie. Nagle widzi, że zbliża się tłum bardzo gniewnych facetów ze ścierkami w rękach. O rety! Zimny pot wystąpił na tuskowym ciele. To pomywacze, którzy na wieść o przybyciu brukselskiego tuza do Albionu porzucili zlewozmywaki i wyszli na ulice. – Precz dziadu - krzyczą byli nauczyciele i inżynierowie teraz upodleni, ciężko doświadczeni po polexicie z ojczyzny za chlebem. – Zadepczą – przemknęło Donaldowi przez głowę, ale na szczęście się obudził.