Wiadomości
Rozprawa się zakończyła i wszystko co było do powiedzenia, zostało powiedziane. Musiałem przyznać, że pomimo dwudziestoletniego doświadczenia w dziennikarstwie śledczym jeszcze nigdy w życiu nie słyszałem zeznań równie porażających, składanych przecież pod odpowiedzialnością karną. Spoglądając na miny pozostałych uczestników rozprawy widziałem, że nie ja jeden jestem w ciężkim szoku. Krzysztof Winiarski powiedział tak dużo, że miałem wrażenie, iż nikt z obecnych nie chciał już słyszeć więcej. Szło jeszcze jako tako, gdy opowiadał o tym, jak był nakłaniany do składania fałszywych zeznań przeciwko mnie i jak nawet „znany dziennikarz” mówił mu, że Sumliński nie może okazać się niewinny i bezwzględnie musi zostać skazany. Gdy doszedł do Bronisława Komorowskiego, według relacji bywalca rosyjskich agencji towarzyskich, który nie tylko od pułkowników wojskowych służb tajnych, Lichockiego i Tobiasza, ale także od Winiarskiego chciał kupić tajny Aneks do Raportu o WSI, na sali rozpraw zrobiło s