Para królewska nie jest żadną konkurencją dla Ewy Kopacz
Od nadmiaru demokracji niektórym publicystom z Bożej łaski przewraca się w głowach. Krytykują wszystko, co im się tylko żywnie podoba. To znaczy wszystko, co im się nie podoba. Nie szczęście tylko im. Gorzej, że jest ich coraz więcej. Ostatnio niektórzy zwariowali do tego stopnia, że zaczęli wydziwiać na nasze media. Mają pretensje, że telewizje nie pokazywały pary królewskiej Belgii, która była kilka dni w Polsce. A dzięki Platformie Obywatelskiej dorobiliśmy się już kilku stacji. Lecz wszystkie milczały jak zaklęte. Ignorowały. Gazety też nie pisały prawie wcale o gościach ze stolicy Unii Europejskiej. I w eterze było cicho. Najbardziej rozsierdził mnie atak na telewizje. Nie przypuszczałem nawet, że można tak daleko posunąć się w bezmyślności. Żądać straty czasu antenowego w telewizji publicznej na wizytę królewską w tak gorącym okresie naszych najnowszych dziejów? Czy krytycy, wybrzydzający na decyzje kierownictwa TVP udają takich nieroztropnych, czy może są tak ograniczeni, że nie