Wiadomości
W piłce nożnej dobrze jest zrobić drybling. Sprawny napastnik może okiwać jednego, dwóch obrońców, zyskać tak zwaną przewagę liczebną, po czym oddać piłkę lepiej ustawionemu koledze, względnie strzelić na bramkę, jeżeli pojawiła się ku temu sposobność. Często zdarza się jednak, że mniej sprawny napastnik, nawet po brawurowym ośmieszeniu defensorów, jakby zachłyśnięty swoim tańcem pomiędzy nogami obrońców, przegapia moment, w którym trzeba podać lub strzelić. I brnie dalej w drybling, nacierając na trzeciego, czwartego, piątego przeciwnika. Lewa noga zaczyna przeszkadzać nodze prawej, tułów i głowa kręcą piruety, ale w przeciwną stronę, a błędnik odbiera sygnały jakby we krwi było co najmniej 0,9. Przeciwnicy, nie chcąc dać sędziemu pretekstu do odgwizdania faulu, nawet nie interweniują. Spokojnie obserwują, jak mniej sprawny napastnik kończy akcję, zdezorientowany własnym sprytem, najczęściej lądując na murawie twarzą w dół. A komentatorzy, kibice i trenerzy konstatują wspólnie: zakiwa