Wiadomości
To oczywiście nie wina samego słowa, lecz człowieka, który tym słowem został określony – płk. Edmunda Klicha. Na usługach Moskwy? Zamiast stać się dla niego przyczynkiem do uznania i chwały, skojarzone z nim wywołuje powszechny niesmak, niechęć, a czasami wręcz potępienie. No i podejrzenie, czyim akredytowanym on tak naprawdę był. Swojego kraju czy strony rosyjskiej? Pytanie niepozbawione sensu. Do dziś nie wiadomo, czyje interesy płk Edmund Klich reprezentował. Wiele jego zachowań pozwala na snucie teorii spiskowej, że to człowiek powiązany tajemnymi nićmi z Moskwą. I na jej usługach pozostający. Ci, którzy znają metody pracy rosyjskich służb, wiedzą, że jednym z ich ulubionych chwytów jest pozostawianie tak dosadnych śladów, by u przeciwników zaszczepić przekonanie, że takie tropy mogliby pozostawić tylko idioci. A więc że podejrzenia, iż to robota Rosjan albo że jacyś ludzie są z nimi związani, to przypuszczenia nieprawdopodobne. Czy tak się rzeczy mają z naszym bohaterem? A może wł