Wiadomości
W chwilach zwątpienia, gdy mam ochotę rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady, natychmiast przypomina mi się historia Jarosława Kaczyńskiego i zostaję na swoim miejscu. Nie mam zbyt wielu chwil zwątpienia na swoim koncie, a mimo wszystko historię Kaczyńskiego, zwłaszcza tę od 2010 roku, znam doskonale. Polityczne umiejętności swoją drogą, ale największe wrażenie robią na mnie stalowe jaja tego faceta. W 2010 roku stracił brata, bratową, najbliższych współpracowników i przyjaciół. Między odwiedzinami u chorej matki i kampanią prezydencką, którą przegrał w co najmniej dziwnych okolicznościach, był gnojony nieludzko, jak żaden innym polityk w Polsce.