Wiadomości
Historia z pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej potoczyła się tak, jak można było przewidzieć. Prezydent jest oczywiście gotowy do kompromisu i cieszy się, że pomnik stanie. Może nie stanie na Krakowskim Przedmieściu, ale na tyle blisko, że nie ma o co kruszyć kopii. Tak się tylko nieszczęśliwie składa, że o miejsce może się ktoś upomnieć. Wyszło to na jaw jeszcze zanim zabrano się za jakiekolwiek prace, więc może się niedługo okaże, że znowu trzeba je odłożyć na bliżej nieokreślone potem, bo po co stawiać pomnik, który trzeba będzie przestawiać. A może jednak prace ruszą, a problemy zaczną się w ich trakcie. Władza w każdym razie dobrze chciała i nikt nie może powiedzieć, że się na upamiętnienie ofiar nie zgodziła.