Wiadomości
Sprawa profesora Kieżuna i reakcje na tekst z DoRzeczy oskażający profesora o agenturalność ujawniły, jak bardzo przez ostatnie 25 lat, przy ocenianiu naszej najnowszej historii, wpadamy w pułapkę. Zostaliśmy schwytani gdzieś pomiędzy ubóstwieniem ubeckich archiwaliów, które mialy zawierać miarę rzeczy i miały ukazywać prawdziwe oblicza ludzi, a zabobonnym ich potępieniem, jako diabelskiej dziury z rozpaloną lawą, którą trzeba jak najprędzej zabetonować, by z niej nie wylazły demony. W efekcie z jednej strony potraktowano ubeckie papiery jako źródło PRAWDY, z dugiej zaś jako kwintesencję ZŁA, przed którym ludzi za wszelka cenę trzeba chronić. Do powszechnej świadomosci najmniej przebił się stan faktyczny: że są one po prostu źródłem wiedzy. Wiedzy cennej ale dość specyficznej i tylko cząstkowej. Wymagającej wydobycia, skonfrontowania z innymi danymi, zrozumienia i opracowania.