Wiadomości
Sprawa ma się jednak trochę inaczej, gdy matka jest osobą wierzącą, a przynajmniej podającą się za taką. Zapytana, czy dla niej największym szczęściem jest Bóg, odpowiada szeroką gębą, że oczywiście – Bóg jest jej największym szczęściem i tego szczęścia pragnie również dla swojego dziecka. Dla takiej rodzicielki sprawa jest prosta – robi wszystko, by dziecku ukazać Boga. Uczy pierwszych modlitw, czyni znak krzyża delikatną jak tłustoczwartkowe faworki rączką, pokazuje Bozię na obrazku, który pamięta jeszcze prababcię prababki. Piękna postawa matek, które chcą dla dziecka po prostu Boga, stoi jednak w mocnej opozycji wobec zwyrodniałych religijnie opiekunek „nosicieli nazwiska męża”, jak usłyszałem od jednej mądrej matki. Na pierwszy rzut oka one także pragną dla swoich dzieci dobra. Co więcej, dla nich najważniejszy jest Bóg i tego Boga chcą dla swoich dzieci. I tu się robią schodki, bo wiele jest niestety matek, które rzekomo dla dobra dziecka nie ochrzczą go. Argumentując swoją decyz