Rosja
Na linii Kiszyniów – Moskwa ostatnio iskrzy, a nawet zanosi się na burzę z wyładowaniami. A miało być tak dobrze, kiedy w grudniu ubiegłego roku na urząd prezydenta zaprzysiężony został lider partii socjalistów Igor Dodon. Dodon uchodzi, czego zresztą nie skrywa, za polityka o nastawieniu promoskiewskim. Jego pierwsze kroki potwierdzały tę opinię. Zaproponował mianowicie rozpoczęcie trójstronnych rozmów (z udziałem Rosji) w sprawie sytuacji w Mołdawii (trzeba pamiętać, że mamy do czynienia chyba z najbiedniejszym z europejskich krajów, nękanym niepokojami wewnętrznymi, choćby na tle opóźnień w wypłacie wynagrodzeń dla pracowników sektora państwowego). Nie bez znaczenia w tym kontekście jest istnienie na terenie republiki separatystycznego tworu – Naddniestrza, wspieranego, również militarnie, przez Moskwę. Na propozycję Dodona dość kwaśno zareagował reprezentujący Unię w Kiszyniowie fiński ambasador Pirkka Tapiola, przypominając, że Bruksela ma z Mołdawią bliskie relacje dwustronne i n