Wiadomości
Alexander Degrejt: W czerwcu roku osiemdziesiątego dziewiątego miałem piętnaście lat i wielkie nadzieje. Nie, spokojnie, nie próbuję wmawiać czytelnikom, że byłem wtedy politycznie zaangażowanym bojownikiem o wolność i demokrację, wręcz przeciwnie – byłem smarkiem, gówniarzem, a te swoje nadzieje wiązałem z powszechnym dostępem do klocków „LEGO”, dżinsów, coca-coli i kaset video. Słuchałem rozmów rodziców, gadałem ze szkolnymi kumplami, którzy słuchali swoich i ułożyło mi się w głowie, że już za chwilę będzie jak w RFN, w tych „Richtich Fajnych Niymcach” jak to się u nos godało. Nie doczekałem się. Co prawda klocków, dżinsów i napojów gazowanych na półkach sklepowych jest pełno a kasety video zdążyły już przejść do lamusa ustępując miejsca nowocześniejszym środkom zapisu danych, to zdążyły mi się zmienić priorytety. Zrozumiałem, o co tak naprawdę wtedy chodziło i co, możliwe że już bezpowrotnie, straciliśmy.