Wiadomości
Wszystko zaczęło się od choroby nowotworowej mojego taty. Przeszedł już dwie operacje, ale jego stan nie poprawiał się. Wtedy właśnie znajomy ksiądz zaproponował spotkanie ze znanym bioenergoterapeutą. Stan taty był na tyle zły, że jak się wyraził ten człowiek, potrzebował natychmiast dużej dawki czystej energii i kogoś, kto podczas jego nieobecności będzie o to dbał. Jego zdaniem, po zbadaniu mojego poziomu energetycznego, który okazał się być tak samo wysoki, jak poziom bioenergoterapeuty - najlepiej będę się do tego nadawała ze wszystkich członków rodziny. Wtedy zaczęło się całe wtajemniczanie w mroczny świat. Stopniowo uczył mnie posługiwania się wahadełkiem, tablicą z odpowiednimi rysunkami i wykresami, uruchamiania odpromienników rzekomo eliminujących zgubne działanie żył wodnych w naszym domu, które jego zdaniem były przyczyną choroby taty... Ojciec brał już morfinę a kiedy ból był ogromny to ja usuwałam go, uruchamiając energię najsilniejszych czakramów w kraju i na świecie ( z