Terlikowski: Eichmann w Warszawie
Ten wyrok niestety o wiele więcej mówi nam o stanie polskiego systemu prawnego i o samej Polsce, niż o mordercach zza biurka, których wczoraj uniewinniono. Hannah Arendr bez wątpienia byłaby w stanie z tego procesu zrobić arcydzieło na miarę „Eichamanna w Jerozolimie”, ale i prosty publicysta nie może nie dostrzec, że wyrok i cały proces pokazuje nie tylko „banalność zła”, ale przede wszystkim ogromne zło, banalność postkomunizmu, w braku dekomunizacji, w tym, że nie oczyściliśmy wymiaru sprawiedliwości z komunistycznych złogów i wreszcie, że nie zachowaliśmy w III RP choćby minimum sprawiedliwości.