Rodzina
Duchowny zauważa, że biorąc pod uwagę poziom propagandy, jaki związany jest z zapłodnieniem in vitro, sukcesem jest to, że 20 procent Polaków uważa je za złe. - Cztery lata w Polsce w ogóle nie było świadomości, czym jest in vitro i jakie niesie zło. Z rozmów z rodzicami wiem, że wiele osób poddało się zapłodnieniu in vitro, nie mając pojęcia, w czym uczestniczą. Nie ostrzeżono ich nawet o zagrożeniach zdrowotnych. Mają dziś słuszne pretensje, że zostali wprowadzeni w błąd. Ale spójrzmy szerzej. Większość naszego społeczeństwa przyzwala na środki antykoncepcyjne: a więc także ludzie wierzący. Praktykujący katolicy stosują je w małżeństwie. Cóż się dziwić, że przyzwalają na in vitro. Ta procedura stanowi drugi odcinek tego samego serialu: antykoncepcja wyłącza z aktu małżeńskiego płodność, a in vitro rozłącza akt małżeński od poczęcia. U podstaw akceptacji antykoncepcji oraz in vitro leży ten sam utylitaryzm. Chcemy celu, ale nie liczymy się ze środkami – podkreśla.