Rodzina
Solidarna Polska złożyła w sejmie projekt ustawy, która zakazywałaby aborcji motywowanej trwałym i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu, czyli tzw. aborcji eugenicznej. Nie mam zbyt wielkich nadziei na powodzenie tej inicjatywy, chociaż w głębi serca liczę na wrażliwość naszych parlamentarzystów i drzemiące w nich głęboko pokłady człowieczeństwa. Chciałbym jednak przy tej okazji odnieść się do – wydaje mi się ważnego – argumentu podnoszonego przez „prochoiserów”. Otóż twierdzą oni, że przecież nikt nikogo nie zmusza do usunięcia ciąży, wobec tego obrońcy życia nie powinni się mieszać do stanowionego prawa i pozwolić decydować kobiecie. Jeżeli będzie, na przykład, katoliczką i jej wiara będzie dla niej ważna to aborcji nie dokona, a jeżeli jej światopogląd będzie odmienny to nic nam do tego. Z pozoru logiczne. Ale tylko z pozoru. W ten sam sposób można by usprawiedliwić milczenie, a w rezultacie przyzwolenie, na każdą zbrodnię, w tym i na nazistowskie ludobójstwo.