Pamięć o Wołyniu - w interesie Polski
Mój pradziadek Henryk Ludwik Czarnecki pochodził z Wołynia, z okolic między Łuckiem a Równem, a naszej rodzinie skonfiskowano tam majątek po Powstaniu Styczniowym. W stanie wojennym, w podziemiu publikowałem pod pseudonimem Aleksander Wołyński. Ale doprawdy nie z powodu sentymentu rodzinnego czy młodzieńczej fascynacji Kresami Wschodnimi, zabieram dziś głos w sprawie naszych rodaków pomordowanych na Wołyniu. Piszę o nich, bo pamięć o tym ludobójstwie Polaków jest integralną częścią naszej narodowej pamięci. Ich ofiara jest częścią naszego dziedzictwa. Upamiętnienie obywateli RP zamordowanych przez Ukraińców tylko i wyłącznie dlatego, że byli Polakami jest tak naprawdę częścią polskiej racji stanu, bo przecież jej osnową jest kult tych, którzy zginęli za Ojczyznę. „Radom pamiętam siny, jak zbite pałką ludzkie plecy” ‒ śpiewał Jan Krzysztof Kelus o antykomunistycznych protestach w Radomiu w 1976 roku.