Czy Bronisław Komorowski odpowie kiedyś za wszystko, co zrobił? POGORZELISKO cz. 2
Wyszedłem z sądu i zatrzymałem się, nie wiedząc, co począć. Gdy tak stałem niezdecydowany, podszedł do mnie mecenas Waldemar Puławski, porządny człowiek, który, w przeciwieństwie do innych mecenasów, zawsze był względem mnie fair. Nasze oczy spotkały się na ułamek sekundy. – Przez wiele lat byłem prokuratorem – zagadnął. – A potem jako obrońca reprezentowałem wielu ludzi w głośnych sprawach. Od „Inki” oskarżanej w sprawie o zabójstwo ministra Jacka Dębskiego, po bezwzględnych łotrów – popatrzył na mnie uważnie, po czym wrócił do przerwanego wątku. – Tak więc, panie Wojtku, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wiele rzeczy w życiu widziałem, ale to? – Pokręcił głową, jakby wciąż nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. – To coś, co wymyka się mojej wyobraźni. Jedno wiem na pewno: to nie pan powinien siedzieć na tej ławie oskarżonych, ale ktoś zupełnie inny. I wszyscy na tej sali wiedzą, kto.