Prof. Binienda: Mówi się, że jestem "pisiorem". To naprawdę śmieszne!
Odnośnie "propisiorstwa" Bieniendy, mówi on sam: "Powiem tylko tyle, że większość pracy przy tych symulacjach wykonywali moi doktoranci i studenci. To są Amerykanie, Chińczycy czy Hindusi. Oni nie tylko nie głosują na PiS, ale wielu nie wie nawet, gdzie leży Polska". Profesor uważa, że jest tak dyskredytowany za to, że nie "akceptuje oficjalnego kłamstwa smoleńskiego". - W tym szale medialnej nienawiści do niezależnych ekspertów inspirowanej z ośrodków prokuratury nie chodzi przecież ani o nasze badania, ani o nasze zeznania, ani o nasze kompetencje. Chodzi wyłącznie o zabicie niezależnego głosu sprzeciwu wobec absurdów zawartych w raportach MAK i Millera - tłumaczy prof. Binienda w wywiadzie dla "Naszego Dziennika".