Maziarskiemu prawda niepotrzebna. On woli kłamstwa
Maziarski nie bawi się w niuanse, ale jednoznacznie zarzuca ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu „łganie”. Dlaczego? Bo rzekomo „łgał” on, że w relacjach ukraińsko-polskich chodzi mu o prawdę (która zresztą wcale nie jest potrzebna, jak podkreśla Maziarski, bo „czasem trzeba ją odsunąć na bok”). Ale nagle Maziarski odkrył, że wcale nie o nią chodzi, a o naruszenie największej świętości, czyli o zmianę linii politycznej Giedoycia-Michnika-Geremka. I w związku z tym rozsierdził się straszliwie.