Sakiewicz: Niestety, głos nieżywego zza grobu jest zawsze mniej cennym dowodem niż spisane pod przysięgą zeznania
Prokuratura uznała, że nagranie mojej rozmowy z Andrzejem Lepperem nie jest wystarczającym dowodem do wznowienia śledztwa w sprawie przecieku z tzw. „afery gruntowej”. Ale nie zmienia to faktu, że ta rozmowa spowodowała wszczęcie postępowania, które doprowadziło do przesłuchania kilku kolejnych świadków. Problem polega na tym, że sama taśma – w dodatku nagrana w słabej jakości – nie jest dowodem. I wszyscy o tym wiedzą, że skoro prokuratura dysponuje zeznaniami Leppera składanymi pod przysięgą, to będą one dla niej wiarygodniejsze niż ta właśnie taśma. Było jasne, że jeśli nie poszuka się kolejnych dowodów, to sprawa zostanie umorzona. Z góry zapowiadano, że taśma jest tylko powodem do sprawdzenia. Ale wszystko, co mówiłem, na tej taśmie się znalazło. Prokuratura ją odsłuchała. Pada tam nazwisko Janusza Kaczmarka jako źródła przecieku (o tym mówił Lepper).