Terlikowski: Mnie jest żal ks. Bonieckiego. I jego słuchaczy też
Zacznę od stwierdzenia oczywistości. Wczorajsze wystąpienie w BUW-ie nie było, w sensie literalnym złamaniem nakazu nałożonego przez przełożonych. Nie był to bowiem, przynajmniej literalnie, wystąpienie medialne, a jedynie promocja książki. Inna rzecz, że ksiądz Boniecki, oczywiście wiedział, że zostanie ono odpowiednio nagłośnione, i że wszystkie media, ponownie zacytują jego opinie, za wyrażanie których został wezwany do milczenia. A zatem, choć nie doszło tu do złamanie litery zakazu, to możemy niestety mówić o złamaniu jej ducha. Konsekwentnie więc możemy pytać – niczego nie rozstrzygając, bo od tego są przełożeni księdza – jak jest z duchem posłuszeństwa u ks. Adama Bonieckiego.