Świąteczno-ateistyczne żale prof. Jana Hartmana. I popłuczyny po marksizmie
Zabawnie brzmią zapewnienia, że „drzwi świątecznych domów zamykają się przez bliźnim-ateistą”. „Puste miejsce przy stole nie czeka na niego. Skrzy się gwiazda na choince, weselą się pudełka z prezentami, kokardkami pyszne, lecz nie dla ateisty. Karp w wannie kona w bezgłośnej torturze na chwałę bożą – cóż nam do tego? Mknie święty Mikołaj białą równiną, tak dziś zajęty – ani spojrzy na nasze dzieciątka. Oczki ich okrągłe i łzawe. Tatusiu, dlaczego my nie wierzymy w Boga? – Ktoś musi nie wierzyć, aby wierzyć mógł ktoś, synku” - opisuje tortury ateisty Hartman na swoim blogu na stronach tygodnika „Polityka”.