Oto prawdziwe przyczyny dymisji Kurskiego
Przyznam się, że w ogóle nie byłem zaskoczony odwołaniem prezesa Jacka Kurskiego; o takiej decyzji w stosunku do niego byłem przekonany w ostatni dzień wizyty Ojca Świętego Franciszka w Polsce, w niedzielę wieczorem. Gdy papież miał odjeżdżać, jak pamiętamy, nad Krakowem rozszalała się burza. Zainstalowane na lotnisku w Balicach kamery od dwóch godzin wpatrywały się bezczynnie w eleganckiego Dreamlinera. Ponuro, deszcz leje, raz słabiej, raz wprost siecze; trudno myśleć o ceremonii pożegnania na płycie lotniska, tym bardziej, że marny namiocik przygotowany w tym celu nie posłużyłby nawet skromnemu handlarzowi dewocjonaliów. Kamery trwają zatem nieruchomo wycelowane w nowoczesny samolot, za to w studio red. Zając dywaguje, ale nikt nie wie, gdzie jest główna persona – papież. Niemożliwe, by Ojciec Święty odleciał nie pożegnawszy się z prezydentem i rządem! Widzowie są coraz bardziej poirytowani, bo przecież domyślamy się, że ceremonia pożegnania, choćby ograniczona, musi się gdzieś odby