Wiadomości
6 tysięcy, 12 tysięcy, a zapewne zdecydowanie więcej. Tyle imigrantów ma przyjąć Polska. Zresztą cyfry i tak nie mają znaczenia. Za dzień lub dwa może się okazać, że dostaniemy prikaz przygarnięcia jeszcze większej liczby imigrantów. Zwolennicy przyjęcia uchodźców w Polsce już przecież wszystko zaplanowali. Miejsce ma dać Kościół, niech domy parafialne w końcu ożyją, a salki zamienią się w sypialnie. „Gość w dom, Bóg w dom”. I w końcu wszyscy zobaczą, na ile polscy katolicy wierni są Ewangelii, a na ile traktują ją wybiórczo lub wcale nie respektują słów Jezusa Chrystusa. Temu mają służyć choćby telefony dziennikarzy „Gazety Wyborczej” do losowo wybranych parafii i pytania o to, czy będą gościć uchodźców. Gościć to znaczy zorganizować im życie, dbać o wikt i opierunek, ubezpieczenie, leczenie, szkołę, naukę języka polskiego, pracę, w końcu też pomoc psychologiczną. Pracy co nie miara. Specjalistów, którzy potrafią z imigrantami pracować jak na lekarstwo, podobnie z tłumaczami. Nieważne