Wiadomości
Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z Planned Parenthood. To było w Houston, gdzie wraz z dwoma księżmi chrystusowcami pojechaliśmy pod siedzibę tej organizacji, by tam – w trakcie akcji 40 dni postu i modlitwy – pomodlić się za kobiety i dzieci, które tam trafiaja. Budynek w Houston wyglądał – i to było wrażenie wręcz dojmujące – bardziej, jak biurowiec potężnej korporacji, niż jak klinika aborcyjna. Ale ogromny napis „Planned Parenthood”, który aż uderzał po oczach uświadamiał mi, w jakim miejscu stoję. A ten obraz dopełniało specyficzne duchowe zimno, które aż biło od tego miejsca. Pierwsze, korporacyjno-biznesowe wrażenie nie było jednak – wbrew pozorom – błędne. Planned Parenthood, czyli największy światowy propagator (a także wykonawca) aborcji jest bowiem gigantyczną organizacją biznesową, która przynosi ogromne zyski, i której działania podporządkowane są strategiom i planom marketingowym. Cięcie kosztów, zwiększenie produktywności, wprowadzenie do „menu” usług dużo droższych pó