Wiadomości
- Każda sytuacja, która w jakiś sposób narusza podstawowy instynkt ludzki - myślę tu o instynkcie przeżycia - jest tak mocna, że zostawia w człowieku jakiś ślad. Naprawdę nie wierzę, że można było ten lot przeżyć luźno, spokojnie, bez jakiejś refleksji. Nie mogę wypowiadać się za innych pasażerów, ale osobiście przeżyłem go bardzo mocno, bo to jest sytuacja, która stawia człowieka, przy całym pozytywnym nastawieniu i przekonaniu, że wszystko będzie dobrze, w obliczu konieczności - powiedzmy sobie szczerze - podliczenia życia i przygotowania się na stanięcie przed Bogiem. Następuje tutaj wyraźny moment wartościowania życia. W zależności od osobistego powołania - ktoś na tym pokładzie był ojcem rodziny, ktoś matką dzieci, mężem, żoną, kapłanem, wszyscy mieli jakieś plany na przyszłość - życie staje się nagle dla nas ostre i wyraźne – o. Piotr Chyła, redemptorysta, wspomina lot boeningiem, który 1 listopada awaryjnie lądował na Okęciu.