Wiadomości
W okolicach południa klienci wchodzą do sklepu falami. Z moimi towarzyszami niedoli (współpracownikami) żartujemy sobie, że to pewnie któraś ze Mszy świętych się skończyła. Ostatnio zauważyłem jednak, że ten żart ma w sobie dużo prawdy. W okolicy centrum handlowego, w którym pracuję, znajdują się dwa kościoły. Postanowiłem więc sprawdzić godziny Eucharystii i faktycznie: okolice godzin ich zakończenia w dużym stopniu pokrywają się z większą ilością klientów w sklepie. Panie i panowie, którzy nas w tym czasie odwiedzają, najczęściej są elegancko ubrani. Byłbym w stanie zrozumieć ich odwiedziny, gdyby faktycznie chcieli coś kupić, jednak w dziewięćdziesięciu procentach przypadków wchodzą oni tylko po to, by się „porozglądać”. Widocznie niedzielny obiad po takiej „aktywności” smakuje lepiej.