Wiadomości
Nie dziwi mnie zresztą, że badziew w esemesowych sondach wygrywa – tak jest choćby od lat na Eurowizji, gdzie króluje albo kosmiczny kicz albo wygłup. Nie dziwi mnie też, że nasz muzyczny salonik („salon” to byłoby za duże, niezasłużone słowo) dostał szału, bo widzowie zlekceważyli tak zwanych zasłużonych artystów scen polskich. Nie żal mi wcale Wilków, Rodowicz i innych pieczeniarzy, których produkcje były jeszcze bardziej koszmarne niż „Koko Euro Spoko”. Ale to, że ich piosenki były gniotami, nie oznacza jeszcze, że „Koko Spoko” jest super. Bo nie jest.A tu dowiaduję się nagle, że ze mnie bardzo niedobry eliciarz, który pogardza biednymi kobiecinami, a one przecież z sercem na dłoni śpiewają, tymczasem warszawka i inni zwyrodnialcy krytykują. Oburzył się Rafał Ziemkiewicz w felietonie na Interii zauważa, że „pogarda dla koko-spoko połączyła na Twitterze i portalach społecznościowych ludzi uważanych za wyrazicieli opinii salonu z tymi, którym lemingi zwykły ubliżać od "pisowców". I do