Wiadomości
Donald Tusk wbił już ostatni gwóźdź do trumny Grzegorza Schetyny, który snuje się z bladą twarzą po Sejmie. Nie oznacza to, że były twardziel PO, który do niedawna bez mrugnięcia okiem rozliczał się z „niewiernymi”, nigdy się nie odrodzi. Nie takie powroty widzieliśmy w III RP. Dzisiejszy Leszek Miller jest tego najlepszym dowodem. Jednak na razie Schetyna sromotnie przegrał bitwę z Tuskiem, który rządzi dziś w Polsce niepodzielnie. Wszystko wskazuje na to, że za jakiś czas również Bronisław Komorowski nie będzie prowadził otwartej wojny z premierem. „Jeśli dobrze zanotowałem, Grzegorz Schetyna ma zostać szefem komisji spraw zagranicznych”- powiedział na konferencji prasowej premier o swoim byłym przyjacielu. Trudno o lepszy dowód na jawną radość premiera z powolnej śmierci byłego marszałka Sejmu. Majstersztykiem okazał ruch Tuska z mianowaniem na stanowisko szefa klubu Rafała Grupińskiego, który był jednym z ważniejszych schetynowców. Teraz premier ten sam manewr powtarza z Jarosławem