Rodzina
Zakończyła się zbiórka pod kłamliwą nazwą „Ratujmy kobiety”. Feministkom udało się zebrać wymaganą liczbę podpisów i pomimo widocznych wątpliwości co do prawidłowości zbiórki, przekazały projekt do Sejmu. Czy jednak każdy, kto podpisał się pod radykalnym projektem, wedle którego można zamordować człowieka „na życzenie”, wiedział co podpisuje?Jak wynika z dokumentów zebranych przez Ordo Iuris, już miesiąc przed zarejestrowaniem komitetu inicjatywy ustawodawczej, feministki chwaliły się na facebooku zebraną liczbą 5 tysięcy podpisów. Można było również pobierać formularze do zbiórki. Czyli nie dość, że czas zbierania podpisów znacznie się wydłużył, ludzie być może podpisywali się pod projektem, którego nie znali albo który brzmiał zupełnie inaczej. Mnóstwo osób mogło zostać wprowadzonych w błąd.