Ks. prof. Bortkiewicz o słowach ministra Gowina: Tak, studia genderowe to pseudonauka
- Od strony merytorycznej, metodologicznej i od strony weryfikacji stawianych tez trudno nazwać gender studies nauką – mówi Frondzie ks. Paweł Bortkiewicz.
Kategoria
Podkategoria: Rodzina
- Od strony merytorycznej, metodologicznej i od strony weryfikacji stawianych tez trudno nazwać gender studies nauką – mówi Frondzie ks. Paweł Bortkiewicz.
Socjologowie raz na jakiś czas lubią spytać Polaków o to, co daje im zadowolenie. Bo – wbrew pozorom – jest sporo rzeczy, które nas cieszą. Być może trudno w to uwierzyć, kiedy w koło wszyscy narzekają. Bo dzieci chore, mąż za dużo pracuje, w kościach łamie, a do tego w sklepach drożyzna, a do lekarza udało się zapisać dopiero na przyszły rok. I gdzie ta zima? I czemu znów pada? Czasem to strach się odezwać, bo zasypie nas od razu lawina żali. Statystyka żale odsiewa, bazuje na konkretach. A są to twarde dowody. Wynika z nich, że malkontentami, wbrew pozorom, nie jesteśmy. I potrafimy cieszyć się tym, co mamy. Wśród dorosłych Polaków – jak pokazują badania CBOS – w ciągu roku poprzedzającego badanie wzrosło ogólne zadowolenie z życia. W grudniu 2015 roku ponad trzy czwarte pytanych deklarowało, że jest generalnie zadowolonych z tego co ma i jak żyje, a jedna czwarta jest nawet bardzo zadowolona.
„Głupie są te ultrakatolickie matrony z gromadką dzieci, które straszą i straszą tym macierzyństwem, same zaniedbane, sfrustrowane i zarobione po pachy” – taki przekaz płynie z tekstu na temat macierzyństwa zamieszczonego na portalu deon.pl. Jako że Autorka czyni parę aluzji do moich tekstów zamieszczonych na Frondzie, to chętnie podzielę się swoim doświadczeniem. Nie, straszyć nie będę, bo i dzieci bać się nie trzeba. Chciałabym tylko pokazać, że mówienie, że w życiu kobiety i rodziny niewiele się zmienia po urodzeniu dziecka, jest po prostu nieprawdą. Dziecko zmienia ustalony porządek, bywa że go burzy. Bo jest dzieckiem, ze swoim temperamentem, swoimi potrzebami i oczekiwaniami. Żeby więc uniknąć frustracji, trzeba się z tą prawdą pogodzić. Życie nie będzie jak przedtem, bo przedtem nie było dziecka. I to jest fundamentalna różnica.
53-letnia kobieta z Teksasu urodziła dziecko poczęte w laboratorium. Biologiczną matką noworodka jest córka 53-latki.
Matka zastępcza z Kalifornii nosi w łonie zdrowe trojaczki. Ich ojciec zażądał, by jedno z nich. Kobieta odmówiła.
Cristina Alicata z rządzącej Włochami Partii Demokratycznej zażądała, by z ugrupowania wyrzucano osoby mówiące o lobby gejowskim. Żyjąca w związku z kobietą polityk twierdzi, że takie lobby nie istnieje.
Przewodniczący stanowego Sądu Najwyższego w Alabamie zabronił sędziom wydawania aktów ślubu parom jednopłciowym. Homośluby zostały ustanowione w całych Stanach Zjednoczonych przez federalny Sąd Najwyższy w lipcu ub.r.
Kilka polskich miast finansuje lub zamierza zacząć finansować zabiegi in vitro. W Częstochowie program jest dostępny nawet dla nieformalnych par.
„Ministerstwo Rodziny tylko z nazwy” – obwieścili publicyści „Gazety Wyborczej”. Ich zdaniem, zmiana nazwy resortu to jedynie pusty gest, a pieniądze, które poszły na zmiany (28 tysięcy złotych), można było przecież przeznaczyć na obiady dla głodnych dzieci. Powoli staje się to mój ulubiony argument. Wszystko, co jest nie po myśli „Gazety Wyborczej” i pociąga za sobą koszty, ma powodować, że polskie dzieci będą chodzić głodne, bo urzędnicy wolą wydać pieniądze na nowe pieczątki czy szyldy. Podobne pytanie można zadać choćby samorządom, które organizują zabawę sylwestrową pod chmurką. Za te miliony, które przeznaczają choćby na gaże gwiazd czy fajerwerki, ile obiadów można kupić, a za sprzątniecie (tak jak w Warszawie) 7 ton śmieci to dopiero można by żywić najbiedniejszych. Ale w tym temacie cisza. Jakoś „Gazeta Wyborcza” nie boleje też nad dziećmi, którym pomaga Jurek Owsiak. Zamiast robić kosztowne finały, puszczać światełka do nieba, ile pieniędzy można by zaoszczędzić na leczenie c
- 96 % dzieci z zespołem Downa jest zabijanych w okresie płodowym, po wykryciu tego schorzenia na drodze badań prenatalnych - informuje Thierry de la Villejégu, dyrektor generalny Fundacji im. prof. Jérôme Lejeune, słynnego genetyka, odkrywcy zespołu Downa.
Kliniki położnicze z Kalifornii, nawet jeśli są prowadzone przez obrońców życia, będą musiały reklamować usługi aborcyjne. W przeciwnym razie zapłacą wysokie kary.
Kanadyjska obrończyni życia nie przyznała się do winy, choć oszczędziłoby to jej 3 miesięcy więzienia.
- Niezdrowe drugie śniadanie lub drobny problem zdrowotny – to powody, dla których norweski Urząd ds. Opieki nad Dziećmi, Barnevernet, odbiera rodzicom dzieci - informuje „Nasz Dziennik”.
Słowa, wypowiedziane przez prezydenta Andrzeja Dudę w noworocznym orędziu są naprawdę ważne. Bo w końcu dowartościowane zostały matki. Te kobiety, które w ciszy swoich domów każdego dnia podejmują wyzwanie, by dobrze wychować swoje dzieci. To narodowe bohaterki. Bez rozgłosu, często pozbawione społecznego szacunku, nierzadko pogardzane, jeśli zrezygnują z pracy zawodowej, by zajmować się gromadką dzieci. Teraz zostały zauważone: „Chcę wyrazić szczególny szacunek i podziw dla polskich matek. To wszak na ich ramionach spoczywa największy ciężar i największa odpowiedzialność za to, jakie będą przyszłe pokolenia”. Zaraz pewnie odezwą się postępowcy, którzy zaczną pytać, dlaczego prezydent pominął rolę ojca. Wszak też jest ona ważna. Jasne, nikt z tym nie dyskutuje. Chodzi tu bowiem o przypomnienie fundamentalnej kwestii. Jeśli kobiety nie będą chciały być matkami, po prostu wymrzemy. Dlatego tak ważne jest społeczne postrzeganie roli matki jako czegoś naturalnego, a nie kaprysu, dowartości
Ze zdumieniem przeczytałem wczorajszy tekst wiceprzewodniczącego PE Ryszarda Czarneckiego. I to nie dlatego, że polemizował on ze mną, bo to rzecz godna polecenia, ale dlatego, że zabrał się za krytykowanie sformułowania, które w ogóle w mojej wypowiedzi nie padło. Nigdzie nie nazwałem polityków PiS kretynami, a co najwyżej mówiłem o „kolejnym kretynizmie niektórych posłów”. Między oboma tymi sformułowaniami istnieje pewna, może subtelna, ale jednak różnica. A do tego cała wypowiedź była krytyką konkretnych wypowiedzi i propozycji. Tyle, że po licznych uwagach na temat tego, jak powinien wypowiadać się dziennikarz katolik, pan wiceprzewodniczący nie znalazł już czasu, by na te konkretne pytania i wątpliwości odpowiedzieć. Szkoda, bo to rzeczywiście byłaby debata, a nie zestaw argumentów ad personam,