Terlikowska: Nie pozwólmy robić z ojców idiotów
„Tata sobie podśpiewywał, ale szybko przestał, bo na szosie było mnóstwo samochodów. W ogóle nie można było jechać. Potem tata przegapił światła, przy których miał skręcić, ale powiedział, że nic nie szkodzi, odnajdzie drogę przy następnym skrzyżowaniu. Ale przy następnym skrzyżowaniu były jakieś roboty drogowe o i postawiono tablicę z napisem; Objazd. No i zabłądziliśmy. Tata krzyczał na mamę, że źle czyta wskazówki zapisane na kartce, i pytał o drogę masę ludzi, którzy nie wiedzieli”. To fragment Mikołajka. Kto czytał, wie, że w osobie taty Mikołajka autorzy skumulowali wszystkie możliwe negatywne cechy. Jak się bierze za zakładanie lampek choinkowych, to katastrofa gotowa. Permanentnie gubi drogę. Gryzie dentystę w rękę. Kiedy idzie na zakupy, wraca z pustą torbą, umazany rozdeptanymi pomidorami. Nawet kredka stanowi dla niego śmiertelne zagrożenie, bo tylko tata Mikołajka jest w stanie na niej stanąć i runąć jak długi. Nie można mu powierzać żadnych napraw, bo z góry wiadomo, że i