Wiadomości
To, czego dowiadujemy się o sposobie potraktowania zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, o wrzucaniu ich do worków nie w przywiezionych przez rodziny ubraniach, ale i strzępach tego, co na nich było, o tym, że po sekcjach pozostawiono w nich rękawiczki, waciki, i wreszcie fakt, że wcale nie identyfikowano zwłok – musi wstrząsnąć każdym, kto zachował minimum, jeśli nie przyzwoitości, to przynajmniej ludzkich uczuć. I nie ma znaczenia, co myślimy o przyczynach katastrofy smoleńskiej, jak oceniamy prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, czy sam lot. Tu te sprawy nie mają znaczenia, chodzi bowiem o coś o wiele bardziej fundamentalnego, o człowieczeństwo, o moralność, o granice, które jasno określają, kto jeszcze zachowuje się jak człowiek, a kto już stracił zdolność do ludzkich działań i emocji.