O. Gużyński dla Fronda.pl: Z wielką ulgą przyjąłem działania Benedykta XVI, który zaczął nazywać sprawy po imieniu
Kiedy skandale seksualne zaczęły wychodzić na jaw, media ujawniały kolejne, przykre dla Kościoła fakty, towarzyszyło mi bliskie zgorszeniu zdziwienie reakcją Kościoła na to, co się dzieje. Chodzi mi przede wszystkim o to, że nie dostrzegałem w Kościele zdecydowanej, jednoznacznej chęci potępienia pedofilii wśród księży i jak najszybszego, jak najsprawniejszego działania przeciw takim zjawiskom. Z wielką ulgą przyjąłem działania Benedykta XVI, który zaczął nazywać sprawy po imieniu, pisał kolejne dokumenty, zaczął tworzyć cały etos postępowania wobec tego typu faktów. Cieszyłem się, że nie straciliśmy instynktu samozachowawczego, zmysłu moralnego, ewangelicznego. To moje najbardziej osobiste doświadczenie.