Wiadomości
W piątek za niezbędnymi dla Włoch reformami głosował Senat. Później Izba Deputowanych. Następnie Berlusconi złożył na ręce prezydenta Giorgio Napolitano dymisję. Dla jednych odejście bandyty i faszysty Silvio jest niemal darem z niebios (choć komuniści, którzy rozpętali niebywałą nagonkę na niego wiele lat temu, w niebo nie wierzą), dla innych Berlusconi to nie żaden diabeł wcielony, ale zwykły cwaniak, który poszedł do polityki by uchronić swoją głowę przed wymiarem sprawiedliwości. Podczas sobotniej debaty pod budynkiem parlamentu zebrały się setki Włochów, którzy krzyczeli: "Dymisja", "Alleluja", „Odejdź Mafiozo” czy "Do widzenia Silvio". Tłumy, i przeciwników i zwolenników premiera, zebrały się również na Kwirynale, gdzie znajduje się pałac prezydencki. Można więc powiedzieć - nihil novi. Włochy od lat żyją Silvio tak jak Polska od wielu lat żyje "Kaczorem (i) Donaldem".