Kościół
Ten ludzki aspekt posługi Benedykta XVI jest, chyba najbardziej widoczny, w ostatnich dniach. Teraz widać doskonale, że ten Boży Siłacz, Wojownik Pański, pokładał zaufanie jedynie w łasce Pana, w modlitwie wiernych, i sam siebie uważał za słabego, zwyczajnego, człowieka, który niesiony jest tylko modlitwą wiernych i zaufaniem do Pana. Ale – jeśli ponownie wczytać się w przemówienia, apele, prośby papieża, to okaże się, że ten element ślepego zaufania i oparcia się nie na własnej ludzkiej słabości, ale na łasce Pana, był tam obecny od samego początku pontyfikatu. Od pierwszych wypowiedzi, o miotanej falami „łodzi Kościoła”, która potrzebuje sternika, czy od gorącej prośby o modlitwę, by pasterz nie uląkł się wilków. - Módlcie się za mnie, żebym nie bał się wilków, które przychodzą do owczarni Chrystusowej – mówił na początku pontyfikatu Ojciec święty. I przez dziewięć lat swojego pontyfikatu papież wziął się za bary z wilkami, które wtargnęły do owczarni, często w przebraniu owiec.