Portfel księdza, czyli dlaczego nie warto spowiadać się "Gazecie Wyborczej"
"Umawiamy się, że będziemy rozmawiać, jeśli nie napisze pan, jak się nazywam i gdzie pracuję. (...) Jeśli będę z panem szczery, to większość proboszczów powie o mnie wszystko, co najgorsze. A ja chcę panu powiedzieć o moich pieniądzach, bo wkurza mnie, co się wygaduje o finansach Kościoła" - zagaja ów tajemniczy anonimowy ksiądz (?), który buduje napięcie niczym bohater amerykańskiego thrillera politycznego spod znaku "Wszystkich ludzi prezydenta".